niedziela, 17 września 2017

Szydełkowe skarpety

września 17, 2017 19 Komentarzy

Wspomnień czar

Wróćmy na chwilę do początków mojej przygody z szydełkiem... Może nie całkiem do samego startu, tylko trochę później... Kiedy już nauczyłam się kilku splotów, nie Mąż poprosił mnie o wyszydełkowanie skarpet! Miały za zadanie ogrzewać jego stopy podczas zimowych mrozów, które nieuchronnie się do nas zbliżają. 
"No dobra! Podejmę wyzwanie!" - zgodziłam się...

Może nie są idealne, ale robione z sercem i mimo, że nie noszone, to przywołują cudowne wspomnienia, a to chyba najważniejsze, prawda? 

Zaczęłam szydełkować

i okazało się, że nie jest to takie proste, jak mi się wydawało... Wykonanie skarpetek na rozmiar 44 okazało się nie lada wyzwaniem dla osoby dopiero raczkującej w tym temacie... Proces tworzenia dłużył mi się okrutnie! Dziergałam i dziergałam, co chwila mierząc, i sprawdzając, czy mogę już zakończyć zieloną część? Nadszedł upragniony koniec! Możemy zacząć kolejne części! Serio? Byłą tak samo nudna, jak poprzednia! Ufff! skończyłam! Wykonanie pięt szło już sprawniej ;) 

Jakby to powiedzieć... Nawet ściągacza nie potrafiłam wtedy zrobić ;) Chyba powinnam zrobić drugą parę i wtedy wrzucić zdjęcia dla porównania :)

Nie pamiętam,

ani sklepu, gdzie kupowałam włóczkę, ani z jakiej jest zrobiona... Być może jest to jakiś Drops, ale jaki? Wełniany! Tak! to doskonałe słowo :D Kupiłam ją w pierwszym sklepie internetowym w którym zaczynałam swoje zakupy... Dlaczego akurat ten? Bo był możliwy odbiór osobisty i dzielnie wysyłałam moją Mamę, po odbiór zamówień... Który to był sklep? Teraz już nie mam pojęcia ;)

To zdjęcie doskonale pokazuje, że skarpetki nie wyszły równo - to tylko dowód na to, że lewa stopa różni się nieznacznie od prawej (albo na odwrót?)...

Zabijcie mnie

ale kompletnie nie wiem, skąd miałam na nie wzór! Mogę tylko śmiało powiedzieć, że wtedy:
1) nie miałam nawet w myślach faktu, że kiedyś będę pokazywać Wam moje prace;
2) wówczas chciałam jak najszybciej o nich zapomnieć;
3) no cóż, tak naprawdę, to powinnam je schować gdzieś głęboko, ale:

Dlaczego zdecydowałam się Wam je pokazać?

Bo uwielbiam się śmiać! Dlaczego więc i Wam nie miałabym dostarczyć niedzielnej porcji śmiechu? Idzie piękna, polska, złota jesień - taką mam nadzieję, a kolory skarpet idealnie wpasowują się w tę porę roku... Ale teraz, w chwili obecnej, moja poprzeczka sięga znacznie wyżej, więc te hmmm ocieplacze mnie śmieszą :D Nie Męża chyba też! Zdradzę Wam nasz sekret: ANI RAZU ich nie założył!!! - pewnie boi się, że mógłby je podrzeć! :P A nie! Chyba jednak nie pasują! W każdym razie, już mnie nie poprosił o wykonanie następnych ;) No tu się z nim zgodzę, wyszły trochę niewymiarowo, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! Szybko czas zleci i zaraz będziemy stroić domy, na przyjście Mikołaja, a wtedy nadadzą się idealnie, bo jakiś upominek na pewno się w nie zmieści :D Drugą przygarnę dla siebie, to może i mi coś schowa?

Za to na ścianie prezentują się całkiem nieźle - myślę, że mają szansę być zauważone 6 grudnia :D

Może skarpety nie są idealne,

ale czasem lubię spojrzeć wstecz, na swoje wcześniejsze prace... Widzę wtedy postęp, jaki wykonałam, przez miniony czas... A jeżeli i Wy chcecie zobaczyć, jaki progress popełniłam, to zachęcam, do obejrzenia szydełkowego ponchachusty Virus, czy jesiennego kompletu Myszki Minnie. Warto też udostępnić ten post ku przestrodze dla innych! Polecam tytuł: "Jak zrobić Ukochanemu skarpety, aby grzecznie się uśmiechnął, cudnie podziękował i tak potrzebną wówczas rzecz, schował na dno szafy" :D 

poniedziałek, 11 września 2017

Szydełkowa Elsa

września 11, 2017 51 Komentarzy

Mam tę moc, mam tę moc...

Do niedawna nie wiedziałam ile jest we mnie siły... Przeprowadzka minęła sprawnie. Powoli aklimatyzuję się w nowym miejscu. Łatwo nie jest! Do poznania mam nie tylko nowych ludzi, ale także całe miasto... Jednak nie tylko w tej dziedzinie mam mnóstwo sił. Także szydełkowanie dzień w dzień pokazuje, ile mocy we mnie drzemie, ile jeszcze nauki przede mną i ile mam na nią chęci i zapału. Ostatnia szydełkowa lalka, jaką wykonałam udowodniła mi, że mam także dużo cierpliwości, determinacji, wyobraźni i samozaparcia...

Włóczka: Alize Bella i Vlna Hep Perla
Szydełko: Clover Soft Touch rozm. 2.0
30 cm Elsa z Krainy Lodu powstała na podstawie filmików Handmade by Mrs. Owl

Elsa z krainy lodu...

Lalka, którą wykonałam z ogromną przyjemnością! A to dlatego, że nie mam zbyt wielu okazji do "dziewczęcego" dziergania... Tym bardziej każda taka robótka daje mi mnóstwo radości! Kiedy koleżanka poprosiła mnie, o wykonanie Elsy z Krainy Lodu, od razu wiedziałam, jak będzie wyglądała... Wyobraziłam ją sobie! 
"Pamiętaj, że to, co w marzeniach różni się od rzeczywistości." - powiedziała mi znajoma, która także szydełkuje... 

Tak bardzo Elsa spieszy się do nowej Właścicielki...

Nie tym razem!

Ta lalka wyszła idealna, dokładnie taka, jak w mojej głowie... Kiedy spojrzałam na gotową Elsę, pomyślałam sobie, że "Nic bym w niej nie zmieniła!". Podoba mi się do tego stopnia, że z bólem serca się z nią rozstawałam ;) Mam nadzieję jednak, że przyniesie wiele radości i uśmiechu przyszłej Właścicielce ;)

Nogi z kolankami tak mi się podobają, że musiałam je uwiecznić. Dodam, że majtki są niebieskie, w kolorze sukienki ;)
A na dole pelerynki widać ścieg gwiazdkowy, którym zastąpiłam wyszywane płatki śniegu.

Sama Elsa

powstała, kiedy byłam na wakacjach - chyba właśnie tam powstają moje najfajniejsze prace. Może dlatego, że mam tam spokój i mogę w pełni cieszyć się możliwością dziergania? Bazowałam na filmikach, jednak kilka elementów powstało w mojej głowie, zupełnie bez wskazówek i schematów. Chciałam jeszcze wyszyć płatki śniegu na sukni i pelerynie, ale od wewnętrznej strony nie wyglądało by to za ładnie (jeżeli macie jakieś sposoby na ładny, obustronny haft, to podzielcie się nimi - będę się pilnie uczyć!), więc na samym końcu peleryny skorzystałam ze Star Stich. Sama lalka w środku zawiera jedynie samo wypełnienie, gdyż nie ufam "drutom", szczególnie przy maskotkach dla dzieci. Z tego powodu warkocz przyszyłam do górnej części pelerynki, żeby głowa nie opadała do tyłu - ze względu na jej ciężar.  To był pierwszy raz, kiedy robiłam lalkę z takimi włosami! Myślę, że wyszły całkiem nieźle...

Na koniec piękny, długi, gruby i platynowy warkocz.

Obiecuję,

że teraz już, w nowym domu, w nowym mieście i z nowym powerem do pracy wracam do Was! Nieodwołalnie i bez przerw. Wracam do regularnego pisania, także kolejne wpisy będą pojawiać się w niedzielne dni... Teraz mam pełne pole do popisu i w końcu mogę dziergać rzeczy dla siebie, do domu, żeby jeszcze bardziej stworzyć w nim "swój" klimat...

Zapraszam także

do obejrzenia innych lalkowo-kwiatowych wpisów, które też wyszły bardzo dziewczęco: Goździk CatiGerbera Gemma czy Mak Paola.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Taka sytuacja

sierpnia 27, 2017 29 Komentarzy

Puk puk!

Jesteście tam? Ja już jestem z kolejna porcją pomysłów! Wakacje... Były i się skończyły, czas, ziuuuum, popędził jak torpeda. Korzystałam na maxa z leśnego powietrza, najadłam się ogniskowych dań na kolejny rok no i ładowałam się na najbliższy czas...

Któregoś dnia

przeglądając zdjęcia na różnych portalach, natknęłam się na to:


"Czy to możliwe, że korzystam z tej samej nazwy, co ktoś inny?" - pomyślałam podczas uginania się pode mną nóg... "Zaraz, zaraz, ogarnij się!" - skarciłam się w duchu - "Ach te wakacyjne emocje...". Zaczęłam zagłębiać się w temat...

To co zobaczyłam, wprawiło mnie w osłupienie...

Zupełnie zapomniałam, że brałam w udział w Rozdawajce organizowanej przez Szydełkowa pasja Kaśki... To, co było napisane na kartce, to nic innego, jak nazwa mojego bloga! Wygrałam! Przepiękny komplet podkładek pod kubki, wykonane właśnie przez Kasię! Długo nie mogłam w to uwierzyć! Marzyłam o nich! Biorąc udział w rozdawajce, oczyma wyobraźni widziałam je na moim stole w nowym mieszkanku, w którym już na dniach będę urzędować... Wtedy też zaktualizuję post o zdjęcie, jak będą sie one prezentowały w "nowym domu"...

Jak widzicie

przede mną kolejna porcja emocji i ciężkiej pracy związanej z przeprowadzką... Mam nadzieję, że w tym trudnym dla mnie okresie znajdę choć chwilę na to, aby chwycić za szydełko (chociaż wszystkie włóczki mam już spakowane) i dłubnąć co nieco ;) Na pewno będę się starała już być tu z Wami, tym bardziej, że kończę pewną lalę, którą niebawem zobaczycie...

A teraz

zapraszam Was do obejrzenia wygranej Śnieżynki od Sarenki, Jesiennego kompletu, który wykonałam własnoręcznie i który także przyniósł mi imponującą wygraną oraz Passiflorze, dzięki któremu zdobyłam wyróżnienie.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Jak zrobić podajnik na waciki?

sierpnia 06, 2017 35 Komentarzy

Tym razem zwięźle, krótko i na temat

A to wszystko dlatego, że jestem w ogromnym wirze szykowania do długo wyczekiwanych wakacji, na które niebawem wyruszę... 


Do owinięcia użyłam sznurka wędliniarskiego. Ozdobiłam go granatowymi kotwicami, które wykonałam z resztek włóczek. 
Schemat na kotwicę znajdziecie klikając w https://www.petalstopicots.com/2014/04/crochet-anchor-pattern/

niedziela, 30 lipca 2017

Goździk - Zabbez Carnation Cati

lipca 30, 2017 38 Komentarzy

Całkiem niedawno

kupowałam bukiet kwiatów na ślub znajomych. Poszłam do kwiaciarni z zamiarem kupna wyjątkowego bukietu dla cudownych ludzi. Pan od razu zaproponował mi... goździki!
"Nie, nie, goździk nie może być!" - zaoponowałam od razu. "Kojarzą mi się z pogrzebami i cmentarzem!" - pomyślałam...


Włóczka: Alize Bella; szydełko: Clover Soft Touch rozm. 2.00; wypełnienie: kulka silikonowa; oczy to tzw. Safety Eyes.
Moja Goździkowa ma około 35 cm wysokości (z uwzględnieniem kwiatu).
Wzór na Goździka Cati w języku polskim można zakupić na Raverly lub Etsy.

Kiedy byłam u moich Dziadków

i pokazałam lalkę Babci, (która notabene jest moją wierną fanką) wróciły do niej cudowne wspomnienia...
"To moje ukochane kwiaty, miałam je w swoim ślubnym bukiecie!" - powiedziała.
"Jak to? Na ślubie? Dlaczego akurat goździki?" - zapytałam zaciekawiona.
"Wtedy (około 60 lat temu!) były to kwiatki bardzo modne. Poza tym bardzo je lubię do dzisiaj. A jako ciekawostkę, ci wnusiu powiem, że w tamtych czasach kwiatów w bukiecie było tyle, ile panna młoda miała lat." - odpowiedziała Babcia.
"Aż tyle? Takie duże bukiety wtedy były?" - nie ukrywałam swojego zdziwienia.
"U mnie dużo nie było, zaledwie 20 sztuk. Wiesz, wtedy były inne czasy. Wówczas wiązanki Panny Młodej były obszerne i bardzo ozdobne. Moda na niewielkie bukieciki nastała dużo później." - wyjaśniła mi Babcia.


Cati jest na tyle urokliwa i dziewczęca, że postanowiła zrobić piruet i pokazać się Wam z każdej strony.

Goździki

odtąd nabrały dla mnie zupełnie innego znaczenia. Ciekawostką jest to, że kiedyś, za czasów PRL-u, goździki były dawane kobietom w dniu ich święta, czyli 8 marca. Nie mam zielonego pojęcia, skąd u mnie wzięło się to cmentarne skojarzenie. Jedno wiem na pewno! Byłam w dużym błędzie, a od kilku dni kojarzyć mi się będą tylko i wyłącznie ze szczęśliwą Babcią...


Jej spódniczka cudownie faluje podczas obrotów.

A co o Carnation Cati mówi jej projektant Zabbez?

Carnation Cati is a very social and outgoing girl. She loves to meet other flowers and wants to talk to everybody. Her favorite place to go is the large open space in the forest. All the flowers meet there to have fun and go dancing. Cati loves to dance to all kinds of music and birdsongs. And when she is tired of dancing, she joins some flowers to talk to and drink droplets of water together. She hopes she will meet you there some day too.

(Goździkowa Cati jest bardzo towarzyska, dlatego wiele czasu spędza poza domem. Lubi poznawać inne kwiaty i rozmawiać z nimi. Jej ulubionym miejscem, do spędzania wolnego czasu, są duże polany w środku lasu. W takich miejscach można spotkać wszystkie kwiaty, które bawią się i tańczą. Cati uwielbia tańczyć do każdego rodzaju muzyki i śpiewu ptaków. A kiedy zmęczy ją tańczenie, zbiera inne kwiaty na rozmowy, podczas których popijają kropelki wody. Ma nadzieję, że i Was tam spotka któregoś dnia.)



No i lewy profil na koniec.

A jak to wygląda u Was?

Z czym Wam się kojarzą goździki, czy tak jak mi (do niedawna) z cmentarzami, a może tak jak mojej Babci, z cudownymi i pięknymi chwilami? Lubicie goździki? Podobają Wam się, czy wręcz przeciwnie?


A tutaj możecie zobaczyć przepiękny kwiat, który widnieje na głowie Cati.

Zapraszam również do obejrzenia

innych kwiatów z mojej Zabbezowej kolekcji, na przykład Osta Tima, Gerbery Gemmy, czy Makówki Paoli. Pozostałe kwiaty znajdziecie klikając w etykietę "kwiaty", znajdującej się po prawej stronie ekranu (kiedy oglądacie wpis na komputerze) lub poniżej wpisu, kiedy zerkacie na telefonie.


poniedziałek, 24 lipca 2017

SeeBloggers

lipca 24, 2017 26 Komentarzy

Zrobiłam coś strasznego

Wczoraj była niedziela, a ja nie opublikowałam żadnego wpisu! Jestem zła na samą siebie! Zaniedbałam nie tylko bloga, ale i Was... Jednak ten weekend był szalony, pełen niespodzianek i zaskakujących zwrotów akcji...

niedziela, 16 lipca 2017

Czerwona torebka

lipca 16, 2017 66 Komentarzy

Całkiem niedawno dostałam list... 

Tak list, taki prawdziwy, pisany na papierze przez Podopieczną mojej Mamy. A co w nim znalazłam?

Zanim dostałam list do rąk

rozmawiałam z mamą telefonicznie:
- Dostałaś list. Jest tam prośba o wykonanie torebki. - powiedziała.
- Jakiej torebki? Co jest tam napisane? - zapytałam zaskoczona.
- No, taka czerwona, wygląda jak koperta. - odpowiedziała.
- No dobra, pomyślę...

Włóczka: Vlna hep Camilla i Alize Cotton Gold Tweed
Szydełko: Knit Pro rozm. 3.00
Schemat: http://www.free-crochetpattern.com/2016/08/diy-easy-crochet-envelope-clutch.html
Wymiary: długość 24 cm, wysokość 18 cm, długość paska 90 cm.

Nie myślałam długo...

Zaraz narodził się w mojej głowie pomysł. "Już wiem jak ją wykonam! Ale jakiej włóczki by tu użyć? Wiem! W moim ulubionym sklepie jest nowa włóczka, wiem, że dziewczyny dziergały z niej torebki, więc się nadaje! Taka bawełniana z delikatnym połyskiem - będzie idealna!" - pomyślałam podekscytowana.

Wyraźnie widać motyw "klapki", który ewidentnie kojarzy mi się z muszelkami, które możemy znaleźć nad Bałtykiem.

Kolejny telefon do Mamy... 

- Halo?
- No hej, zrobię tą torebkę. Mam już pomysł, ale muszę mieć trochę więcej danych. Jaka duża ma być? Jak długi pasek? Jaki kolor? - pytałam coraz szybciej.
- Czekaj, czekaj, już pytam.
"Królewno, ho no tu i to szybko. Iwonka ma kilka pytań do Ciebie." - słyszę w tle.
- Torebka ma być czerwona. - usłyszałam.
"Chcesz mieć czerwoną torebkę?! Przecież nie będzie Ci do niczego pasować!" - krzyczy Mama Królewny. "Dobra, dobra, będzie czerwona i już" - odpowiada Mama. 
Ja tam Królewnę rozumiem doskonale! Sama miałam dość długi okres w życiu, w którym czerwony był moim ulubionym kolorem. Pasował mi dosłownie do wszystkiego :)
- Iwonko, jesteś tam?
- No jestem i czekam...
- Torebka ma mieć około 20 cm długości i 15 cm wysokości. A jeżeli chodzi o pasek, to żeby był długi na około 90 cm i czy może być regulowany?
- Regulowany?! Nie mam takiej klamry w domu, więc się nie uda! - odpowiedziałam odmownie.
- No dobrze, to niech będzie bez regulacji...

Pasek, dzięki oczkom może być odpinany...

Zamówiłam włóczkę,

a kiedy przyszła, zaczęłam pracę... I jak to u mnie bywa początkowy pomysł umarł zanim zaczęłam go realizować. Torebka powstała z kwadratu, który później złożyłam w kształt koperty. I olśnienie! Oczywiście, że pasek może być regulowany! 

... i regulowany :D

Czerwona torebka,

żeby nie była nuda, dostała ode mnie białą falbankę, a pasek obrobiłam dookoła tą samą włóczką. Dzięki temu dostała takiego "dziewczęcego" uroku.

Mam nadzieję, że się spodoba :) Ja na nowo polubiłam czerwony kolor ;)

Kiedy dostałam list

w swoje ręce pomyślałam sobie, że spełniłam kolejne marzenie :) 

Taki oto list dostałam :)

Jeżeli i Wam spodobała się ta czerwona torebka, 

to zajrzyjcie także do wpisów Etui na lupęOtulacz na butelkę i Ubranko na butelkę

Follow Us @szydelkowecudasie_iwonitki

@szydelkowecudasie_diy

Kursor stworzono na profilki.pl