niedziela, 18 lutego 2018

Szydełkowy Kermit na kask narciarski

lutego 18, 2018 45 Komentarzy

Rok 1955,

Mój twórca, Jim Hanson, ma 19 lat. Właśnie zaczął studia, kiedy dostał propozycję prowadzenia programu radiowego. To był ten moment. Ta chwila, kiedy projekt należy wcielić w życie! Jim chwycił starą bluzkę swojej mamy i dwie piłeczki pingpongowe i tak powstałem JA.

Włóczka: Vlna Hep Jeans
Szydełka: Clover Soft Touch 2.5 i Clover Amour 3.5
Wzór własny

Kermit

Wielu z Was kojarzy mnie z telewizji (no bo skąd więcej macie mnie znać?). Pamiętacie Ulicę Sezamkową? Może byliście jeszcze dziećmi i cieszyliście się na widok uroczych pacynek na ekranach telewizorów? A może śmialiście się już z moich żartów? :D To były czasy! A Muppety kojarzycie? To był mój sposób na zdobycie sławy.

Nie ma to jak wylegiwanie się na słoneczku zimową porą ;)

Wiecie co?

Nie to, żebym narzekał, ale któregoś dnia zapragnąłem czegoś więcej. I wtedy pojawili się oni... Nie wiedziałem, jak to wszystko się skończy...

To był wieczór, 07.11.2017.

Padł pomysł, który został przyklepany zgodą na wykonanie. Praca ruszyła jakiś czas później. Obserwowałem z boku, jak to wszystko się ułoży i początkowo byłem lekko przerażony! Pomysł wydał mi się niedorzeczny! "To się nie może udać" - krzyczał głos w mojej głowie. Jednak jak się bliżej przyjrzałem na postęp pracy, wpadałem w coraz większe zaskoczenie!

Najtrudniejsze było wykonanie nakładki na kask, kiedy miałam jedynie spisane wymiary i bazowałam wyłącznie na nich. Musiałam pomyśleć, jak go zrobić tak, żeby nie spadał, a jednocześnie nie przeszkadzał w jeździe i nie uciskał głowy. Po to wydziergałam te dwa długie pasy ;)

Widziałem! Nie było łatwo!

Nie raz odkładała robótkę na bok. 
Nie raz pruła elementy.
Nie raz zmieniała rozmiar szydełka.
Nie raz z jej ust wydobywał się jęk rozpaczy.

Ale...

Udało się! Po tylu nerwach, pruciach, zmianach, mogę śmiało powiedzieć, że będziecie mnie teraz kojarzyć nie tylko z lalką, ale też czapką na kask narciarski. Tak! Właśnie tak! Byłem w górach, we Włoszech, spędziłem wiele godzin na stoku i wiem, że widziało mnie wiele osób. Nie raz wywołałem uśmiech na niejednej twarzy, nie raz ktoś się zagapił i tylko ułamki sekund dzieliły go od wywrotki i wiele osób na pewno zapamięta TEN kask, którego częścią się stałem...

Król stoków :D
Nie ma to jak zasłużony odpoczynek ;)

To jest kolejny

z moich autorskich projektów. Kiedyś marzyłam o tym, aby dziergać "z głowy", a teraz okazuje się, że na moim koncie jest na przykład sznurkowy pufKot Protubranko reniferek czy wóz strażacki.

niedziela, 11 lutego 2018

Biżuteria ze sznurka na szydełku

lutego 11, 2018 72 Komentarzy

To był piękny, styczniowy, niedzielny poranek.



Znacie to uczucie, kiedy można obudzić się samemu, bez budzika? Kocham takie chwile. A najlepiej jak wiem, że mam wszystko posprzątane i czeka mnie leniwy dzień, w którym nie muszę nic robić... Wprawdzie nie dane było mi pospać do późniejszej godziny niż 7:48, ale mogłam jeszcze poleżeć ;) 

W tym dniu mieliśmy tylko jedną rzecz do zrobienia.

Po południu jechaliśmy do Szwagra na urodziny. Prezent kupiłam już dawno, więc do momentu szykowania, żyłam w cudownym spokoju i zupełnie bez pośpiechu.

No to se machnęłam ;)

Wielkimi krokami zbliżała się godzina wyjścia.

Wszyscy już gotowi. No, prawie wszyscy. Nerwowo otworzyłam szafę...
"Nie mam się w co ubrać!" - mój krzyk rozpaczy zabrzmiał w całym domu. "Co ja teraz zrobię?" - pomyślałam ze łzami w oczach, po czym wyciągnęłam z szafy dłuższy, czarny sweter i rajstopy. 

Odstawiona popatrzałam w lustro.

"Jest nieźle!" - pomyślałam. Ale tak jakoś smutno... Czegoś mi tu brakuje. Myślę, myślę, jest! Brakuje dodatków! Przydałaby się jakieś dodatki!

Do tego jeszcze druga bransoletka w innym kolorze i mogę ruszać na podbój świata :P

A tak prezentują się na ludziu - konkretnie na mnie ;)

Chwyciłam szydełko i sznurek

i wydziergałam na szybko bransoletkę i "naszyjnik". Teraz mogłam iść na urodziny :) I wiecie co? To było mega fajne, że mogłam dopełnić swój wygląd, swoją biżuterią w moim stylu :)

To szydełko było robione na zamówienie przez Męża Dorotki prowadzącej stronę Kursy krok po kroku.

Koniecznie potrzebuję jeszcze

kolczyków tylko w podobnym kolorze ;)

niedziela, 4 lutego 2018

Powrót do przeszłości

lutego 04, 2018 78 Komentarzy

Opowiem Wam dzisiaj historię(...)

Jest 01.09.1993 roku... Ona mała, przestraszona, ubrana w białą bluzeczkę i granatową spódniczkę pierwszy raz idzie z mamą do szkoły... Z klasy zna kilka osób - chodzili razem do przedszkola... Mimo tego czuła, że góra, którą musiała codziennie pokonywać w drodze do tego miejsca, coś znaczy... Ale co? 

Podstawówka

nie była miejscem, do którego chętnie chodziła... Nie lubiła swoich rówieśników i nie chciała z nimi przebywać. Czasem, razem z Siostrą i Mamą siadały i uczyły się dziergać na drutach, ale chyba zakończyło się to na szaliku i opasce dla lalki... Jakiś czas temu odszedł tata - odszedł, to dużo powiedziane. On po prostu zniknął. Codziennie bała się, że i mama ją zostawi... Pomagała muzykoterapia - szczególnie, kiedy miała zasnąć... Ale znalazła ukojenie swoich rozterek: zaczęła pleść bransoletki... Potrzebowała tylko muliny, agrafki i koniecznie jeansów - były sztywne i dobrze przytrzymywały pracę w jednym miejscu. Pierwsze supełki pokazała jej koleżanka, reszty nauczyła się sama... W przerwach między lekcjami siadała w korytarzu pod salą i plotła nie zważając uwagi na nic... Nawet dziury na kolanie prawej nogawki większości spodni nie stanowiły dla niej znaczenia...


To moje bransoletki, które niedawno wyjęłam z dna kartonu z piwnicy ;) Ta w paski niebiesko zielono pomarańczowa, to moja pierwsza w życiu, dacie wiarę?

Gimnazjum

Ponieważ dobrze się uczyła i nie było z nią większych problemów, to dostała się do jednego z najlepszych (wówczas) gimnazjów w Gdyni - była pierwszym rocznikiem idącym nowym programem, więc jej pokolenie było nazywane królikami doświadczalnymi (później gimbazą)... W końcu była szczęśliwa! Do szkoły jeździła autobusem, musiała pamiętać o bilecie miesięcznym... Świetna klasa, nowa szkoła i nowa ONA... Zaczęły się imprezy (wiadomo co za tym idzie) i skończył się czas na plecenie... Ale jej palce nie chciały tak po prostu przestać ćwiczyć... Rozkręciła się w grze na gitarze - teraz to ona była jej deską ratunkową w kryzysowych sytuacjach. To właśnie na niej wyżywała swoją złość, to przy jej muzyce płakała...


Ta czapka to nie moja pierwsza, a raczej najnowsza ;)
Wzorowałam się na postaci Karoliny (Magdalena Różdżka) ze zwiastuna "Listy do M 3"

Liceum

Tu nie miała żadnych problemów - znów nowe osoby, ona mądrzejsza, nadal gitara była z nią w dobrych i złych chwilach. Miała mnóstwo szkolnych znajomych, ale oprócz nich miała także przyjaciół z podwórka - z którymi trzymała się najbardziej... Okazało się, że profil biologiczno - chemiczny to była pomyłka! Z biologii ledwo dawała radę... Jednak wychowawczyni z gimnazjum miała rację mówiąc, że "ma matematyczne myślenie"...

Studia

To był czas ogromnych wyzwań, dużej mobilizacji - ale tu nie uczyła się dla innych, nie musiała studiować - tu była dla siebie. W końcu była w niebie - liczby i ona. Były problemy, szczególnie podczas przedmiotów teoretycznych, albo informatycznych (do tej pory boi się wchodzić w tematy bardziej zaawansowane niż Word)... W tym czasie zdążyła wyjść za mąż (niestety ten krok spowodował, że straciła całkowicie kontakt ze swoją siostrą) - ale szczęście nie trwało długo... To jednak nie było to, nie pasowali do siebie... W tym samym roku, w odstępie może miesiąca, miała sprawę rozwodową i obronę pracy magisterskiej - wszystko zakończyło się pomyślnie, ale ten czas był dla niej bardzo trudny. Tu przekonała się o znaczeniu tej góry prowadzącej do szkoły podstawowej - raz pod górkę, a raz z górki - wtedy było pod górkę. Prosiła o pomoc - wtedy jej nie dostała...


A jednak coś z biol - chemu mi zostało...

Dorosłość

Dopiero teraz zaczęło się prawdziwe, dorosłe życie. Pewnego dnia wykonała test... Drżącymi rękami chwyciła wynik - pozytywny! Nie dowierzała! Musiała iść na zwolnienie... Wiedziała, że już nie będzie miała gdzie wracać, ale w jednej chwili zmieniły im się priorytety. Zapisała się na pewne forum, żeby nie być taką samotną... Jedna z dziewczyn napisała, że uczy się szydełkować. Pomyślała "Czemu nie?" - poprosiła ja o wskazówki... Zakup pierwszego kompletu szydełek i pierwszych włóczek - teraz wie, że nie były najlepsze... Powstała pierwsza czapka... Pomyślała, że zanim zrobi coś Aniołkowi, musi spróbować wydziergać coś dla siebie, żeby Maleństwo miało wszystko idealnie...

(...)moją historię...

Teraz

Jestem szczęśliwą, utalentowaną mamą. Szydełkowania uczyłam się sama z książek i filmików... Początkowo ćwiczyłam na czapkach, później zapragnęłam nauczyć się czytania schematów i stworzenia pierwszych maskotek... Potem pragnęłam stworzyć coś sama... Teraz jestem na etapie spisywania własnego, autorskiego schematu... 


Niedługo się okaże, czy mi się uda :D
I powiem Wam jedno - dbajcie o swoje pasje, pielęgnujcie je i rozwijajcie! U mnie zaczęła się dawno temu, ale wtedy o tym nie wiedziałam - w zasadzie, to całkiem niedawno cofnęłam się do samiutkiego początku. Sama przygoda z szydełkiem trwa już ponad 5 lat... Może i u Was obecne zamiłowania mają bardzo długie korzenie? ;)

I chciałam jeszcze powiedzieć, że wszystko co się wydarzyło w moim życiu kiedyś miało wpływ na to, kim jestem teraz... Nie mam żalu, było, minęło... Przemyślałam wszystko, wyciągnęłam wnioski i co mogę powiedzieć? Popełniam błędy (jak każdy), ale jestem dumna, że tu i teraz jestem właśnie taka :) 

niedziela, 28 stycznia 2018

Szydełkowanie jest jak yoga dla umysłu

stycznia 28, 2018 82 Komentarzy

Wokół

słychać mnóstwo osób, które zachęcają nas do wszelkiego rodzaju aktywności ruchowej, do zdrowego odżywiania - jednym słowem "Dbajcie o swoje ciało"... Super! Ale czy można coś zrobić, aby zadbać o umysł i ducha? Pewnie!

Mówi o sobie,

że urodziła się z szydełkiem. Dzierga w zasadzie od zawsze - jej Babcia zaraziła ją tą pasją... Ela z bloga Szydełkowo - życiowo opowie Wam, jak szydełkowanie może pomóc nie tylko duchowi, ale również ciału...

Ela

"Bardzo zaskoczyła mnie 

prośba Iwonki o napisanie artykułu o szydełkowaniu i yodze umysłu. Dziękuję za wyróżnienie i postaram się nie zanudzić Czytelników swoimi wywodami."

To ja się cieszę, że się zdecydowałaś na napisanie nam kilku słów i pokazanie kolejnego, niezwykłego porównania :)

"Szydełkowanie jest yogą dla umysłu, 

rozwija, odpręża, leczy depresję... 
Knit Dreams by Mitimota
Wiem co nieco o tym, bo dziergam od 6 roku życia. Moja kochana babcia „zaraziła” mnie tą miłością i pasją. Dla mnie była wróżką z szydełkami i drutami, siedzącą w fotelu, otoczona motkami włóczek.
Ecriplume - La leçon de Tricot, Ernest Biéler

O praktycznych walorach dziergania 

nie muszę nikogo przekonywać, ale szydełkowanie ma również inne oblicze.

Sama doświadczyłam tego, 

że będąc w permanentnym stresie sięgam odruchowo po szydełko, jakby uruchamiał się system obronny mózgu dążąc do wyciszenia. Biorę szydełko, włóczkę i myślę już tylko o dzierganiu. Skupiam się na wzorze, na liczeniu oczek, a monotonne powtarzanie schematu jest jak mantra, która wprowadza w swoisty trans. Powoli umysł się oczyszcza i redukuje złe myśli... Myślę, o kolejnej robótce, a samo dzierganie jest inspiracją do dalszych działań. Dzierganie jest doskonałym sposobem na koncentrację. Leczy złamane serce, pomaga się odstresować po kłótni czy niepowodzeniu, a nawet pomaga leczyć depresję: stawiając nam cele odnajduje sens życia. A końcowy efekt dziergania – to zachwyt bądź zazdrość koleżanek i znajomych. No i sama satysfakcja, że takiego ciucha nie ma nikt. Jesteśmy dumne, zadowolone i wzrasta nasza samoocena, czujemy się dobrze i sięgamy po następny projekt. Dzierganie również dyscyplinuje, uczy nas systematyczności."

No właśnie - ciuchy! Ja osobiście takim prawdziwym ubrankiem, to mogę się pochwalić jedynie na Hipciu
Hipcio w zimowym wdzianku

ale Ela nie dość, że dzierga z prędkością światła - zaczyna od kwadratu, 
Od tego kwadratu się zaczęło

a dwa tygodnie później ma cały kardigan, unikatowy i jedyny ;) 

Zgadnijcie, ile kwadratów musiała wykonać Ela, żeby zrobić cały płaszczyk?

Szacun!!! Ja nie mam odwagi, żeby zacząć - dajcie mi kopa na rozruch! ;)

"Jednakże nie zawsze dzierganie było trendy. 

Dopiero od niedawna przeżywa swoiste odrodzenie, a po szydełko czy druty sięgają coraz młodsze dziewczęta. 

Dzierganie jest magiczne, 

przerabiasz oczko za oczkiem i powstaje szal czy sweter jak za dotknięciem czarodziejskiej różyczki, a raczej szydełka. I jakby przez instynkt samozachowawczy czujemy, że "robi nam dobrze", pomaga w walce ze stresem i być może leczy. Poprawia nam się pamięć i samopoczucie. Zapamiętujemy wzory i schematy. Najpierw dziergamy patrząc na wzór, potem robimy już z pamięci. Rozwijamy się projektując własne schematy na ubrania i powstają swoiste autorskie projekty. Przeliczamy oczka na centymetry wizualizując już gotowy „wytwór”. Jesteśmy z siebie dumne, potrafimy coś, czego inni nie mogą nawet zrozumieć. Machamy szydełkiem czy drutami jak różdżką i czarujemy..."

Mi szydełkowanie robi bardzo dobrze :D I cudnie działa na pamięć, to fakt! Najlepszym dowodem są np gwiazdki, gdzie robiąc po raz kolejny ten sam wzór robimy go z pamięci, 
Po takiej ilości gwiazdek to wzory już zostają w głowie na długo.

albo serwetki, gdzie każdy rządek składa się z kilku tych samych fragmentów (a tu nawet zauważyłam, że im bliżej końca, tym szybciej zapamiętuję dany fragment;))
Moja czerwona serweta wykonana już dawno temu...

"W tym czasie w organizmie dzieją się również magiczne rzeczy, 

obniża się poziom stresu i tym samym poziom hormonu stresu – kortyzolu, a tętno staje się rytmiczne, ciśnienie się stabilizuje. Jednocześnie w mózgu uwalniają się hormony szczęścia dopamina i serotonina. Wpadamy w stan magicznego transu i odprężenia, który jest identyczny z tym podczas medytacji czy yogi. Wyrzucamy z umysłu złe myśli, i mamy poczucie dążenia do celu jakim jest ukończenie wyrobu. A mózg ma czas na przetworzenie danych i znalezienie rozwiązania problemu. Czyli jednak magia… która wciąga, same wiecie jak to jest, jeszcze jeden rządek, tak ładnie przybywa, jeszcze moment i robi się północ. Ale czy po takim wyciszeniu nie śpi Wam się lepiej? Dzierganie pomaga podczas rzucania palenia, bo mamy zajęte ręce  i nie myślimy o nałogu. Tak samo jest z podjadaniem. Jeśli siedzimy bezczynnie to odruchowo sięgamy po przekąski - dzierganie pozwala o tym zapomnieć... 

Tak więc dzierganie to samo zdrowie 

nie tylko dla ducha ale i dla ciała."
La Maison Bisoux

Nie wiem jak Wy,

ale ja tą magię przeżywam każdego dnia... Codziennie, chociaż przez chwilę wprowadzam się w tego rodzaju trans :
- żeby oderwać się od codzienności, 
- żeby zobaczyć postępy pracy, 
- żeby poczuć dumę,
- żeby nauczyć się czegoś nowego,
- i żeby mieć piękne sny :)

Jeżeli jesteście ciekawi

innych wypowiedzi, to zachęcam do przeczytania wcześniejszych porównań do matematykiprogramowania czy natury.

niedziela, 21 stycznia 2018

Szydełkowe czapki i szaliki - wersja mini mini

stycznia 21, 2018 74 Komentarzy

To był wieczór jak każdy inny...

Cisza, spokój... Siedziałam wtedy na kanapie i delektowałam się, hmmm, no właśnie! Czym mogłam się delektować? 

Nagle...

tę piękną chwilę przerwał dźwięk telefonu. Poderwałam się, zupełnie nie spodziewając się żadnej wiadomości o tej porze. Biorę telefon w ręce, otwieram sms-a i czytam...

"Śpisz już? Mogę do Ciebie zadzwonić?"

"Pewnie, że możesz zadzwonić, jeszcze nie śpię." - odpisałam...

Żaneta z bloga Snaily Nails

Kochana! Zrobiłabyś mi czapeczki i szaliki, takie wiesz, malutkie, na lakier do paznokci? Właśnie wpadłam na pomysł, jak pokazać nową, jesienno - zimową kolekcję lakierów!

Cóż mogłam rzec?

No pewnie! Powiedz tylko, jak duże mają być i na kiedy? A ja od razu wezmę się do pracy!

Wersja mini mini

Czapeczki o średnicy 1,5 cm i do tego szaliczek na lakier do paznokci, to jak dotąd moje najmniejsze dzieło, jakie wykonałam. Nie było łatwo, ale prawie mi się udało... Wybrałam lakier do paznokci, który, według mojej linijki, miał nakrętkę o wskazanej średnicy... Okazało się jednak, że rozmiar był za mały, ale Żaneta (jak na prawdziwą artystkę przystało - takich cudów na paznokciach nigdy w życiu nie widziałam) wykazała się kreatywnością - dla niej nie ma nic niemożliwego! 
Wzory z głowy, czapeczka wykonana półsłupkami ze ściągaczem, szaliczki to zwykłe słupki
Kordonek Ariadna 50 tex
Szydełko Clover Soft Touch 1.50
Na moich palcach wyglądały jak naparstki ;)

Jako pompony i frędzle użyłam moich ulubionych nici, jakie kiedyś dostałam - czarna połączona ze srebrną tworzą niesamowity efekt, niestety nie znam nazwy :(


Nadeszła zima...

Lakiery przygotowane...
Zdjęcie pochodzi z bloga Snaily Nails

Nadeszła zima, a niebieski i zielony lakier już przed nią strachu nie ma ;)

Pazurki też...
Prawie jak rękawiczka ;)
Zdjęcie tym razem z Instagrama Snaily Nails
Mam takie zboczenie, że wszelkie robótkowe wzory budzą we mnie zachwyt więc nie mogłam przejść obojętnie obok Żanetkowych, sweterkowych wzorków na paznokciach - wystarczy druty zamienić na pędzelki a włóczkę na lakier do paznokci i gotowe :P

A Wy? 
Ja korzystam ze śniegu na maksa, póki jest. I obowiązkowo czapkę i szalik zawsze ubieram - pamiętam, że kiedyś mogłam mieć sople na włosach, ale czapki nie ubrałam... Po latach marznięcia i chorych zatokach wybieram ciepełko ;)

Powrót do przeszłości

Moje pierwsze wpisy bardzo mnie bawią, a jednocześnie pokazują, jak wiele nauczyłam się blogując... Dlatego jak macie ochotę zobaczyć więcej moich czapek i przenieść się na chwilę do początku mojego bloga, to zachęcam do obejrzenia zimowego kompletuczapek misiów i innych czapeczek.


niedziela, 14 stycznia 2018

Szydełkowe ogrzewanie

stycznia 14, 2018 80 Komentarzy

Nie mogłam się zdecydować

co wykonać na wyzwanie postawione przez Martę z Marhericrafts i Agnieszkę z 321startDIY. O co w nim chodziło? Aby zaczarować słoik... Zupełnie nie wiedziałam co zrobię, ale byłam pewna, że wezmę udział w konkursie!

To się wydarzyło naprawdę

Wyobraźcie sobie zimę, taką łagodną z temperaturami dodatnimi. Wyjeżdżacie na dwa tygodnie, zakręcacie grzejniki, zawory, okna otwieracie a klucze zostają u sąsiadki, żeby w razie "w" zamknęła okna, a na dwa dni przed powrotem odkręciła zawory i grzejniki, żeby do powrotu mieszkanko się ogrzało... Wracacie do pałacu Królowej Śniegu! Wprawdzie brakowało lodu, okna były zamknięte, grzejniki otwarte, a zimno, brrr!, jak na biegunie... Sąsiadka zapomniała odkręcić zawór, a temperatury drastycznie obniżyły się podczas naszej nieobecności...

Wtedy marzyłam tylko o tym,

żeby zrobiło się ciepło... Spanie całą rodziną na jednym łóżku pod kołdrą i dwoma kocami, my ubrani w co najmniej dwie warstwy, to nie było nic przyjemnego... Jakie macie sposoby na ogrzewanie? Ciepłe kapcie? Gorąca herbata? Domowy kominek? Wełniany sweter od babci? My, nasze ognisko domowe, musieliśmy wesprzeć centralnym ogrzewaniem! A ja, jako wielka miłośniczka świeczek, w końcu stworzyłam sobie swój ulubiony klimat... Rozpaliłam mnóstwo t-lightów i pomogło! Po dwóch dniach mieszkanie znów było ciepłe ;)

"Już wiem, co zrobię!"

Kiedy termin zgłoszenia prac konkursowych zbliżał się wielkimi krokami, stwierdziłam, że na pewno wykonam jakąś koronkę na słoik, a później pomyślę nad jego przeznaczeniem...

Początkowo

Słoik miał być na moje drobne przydasie - najpierw wrzuciłam do niego ozdoby z masy porcelanowej, później miały w nim się znaleźć bezpieczne oczka i znaczniki... 

Tak wygląda spód mojego słoiczka, z którego wysypują się nasze ozdoby z masy porcelanowej.

"A gdyby tak zamiast przydasi włożyć do niego wszystkie szydełka?" - jak pomyślałam, tak zrobiłam! Ale to nadal nie było to...

Czerwona wstążeczka idealnie pasowała mi do kontrastu ;) Szydełka też ładnie się prezentują ;)

W końcu,

razem ze wspomnieniem naszego feralnego powrotu, nadeszło natchnienie! "A gdybym tak włożyła do słoiczka świeczkę? Jak by to wyglądało?" - od razu przeszłam do realizacji pomysł. Widok, jaki zobaczyłam, pozytywnie mnie zaskoczył... Nie mogłam zasnąć! Patrzałam się na mój nowy świecznik i wzorki, jakie światło ze świeczki i wzorek ze słoika pozostawiały na ścianie:

Jednak szydełkowy świecznik ze słoika ma w sobie TO COŚ, co sprawiło, że właśnie takie dostał przeznaczenie ;) 

Teraz jestem już mądrzejsza:

Kiedy wyjeżdżam, mieszkanie zostawiam w takich warunkach, aby po powrocie było nam przyjemnie i świeżo. Dowiedziałam się także, że najlepsze pomysły przychodzą w najmniej oczekiwanych momentach. A co najważniejsze? W konkursie udało mi się wygrać kota klamkowca od Nova Manufaktura!!! Kot jest mój, wisi na klamce naszej sypialni, ale co jakiś czas jakaś mała rączka mi go porywa i kotek zmienia swoje położenie ;) 

Nie ma to jak wesoły kot klamkowiec witający mnie każdego dnia ;)

Zauważyłam pewną prawidłowość

To już druga moja wygrana (rok po roku), o której dowiedziałam się w Mikołajki... W 2016 roku był to zestaw książek za jesienny komplecik... Może te grudniowe wygrane będą moją własną, szydełkową tradycją? ;)






niedziela, 7 stycznia 2018

Co by było gdyby...

stycznia 07, 2018 58 Komentarzy

Zastanawialiście się kiedyś

co by było, gdyby św Mikołaj nie zdążył z wszystkimi prezentami na czas? 

Niektórzy twierdzą, że Świąt by nie było! Inni próbują swoimi siłami pomóc mu naprawić sytuację...

A z mojej perspektywy

Święta jednak by były mimo wszystko :) Ale gdybym ja zawiodła, nie zdążyła i olała powierzone mi zadania, to:

Ewelina nie miałaby swojej wymarzonej bombki Arki Gdynia na choince,

Kordonek: Atłasek 20tex x 4
Szydełko: Clover Amour 1.25
Wzór: Handmade by Siwa bombka śnieżka
Średnica bombki 6 cm
Jako ciekawostkę, zdradzę Wam, że jeszcze rok temu wykonanie takiej bombki było dla mnie niemożliwe - wprawdzie widziałam już te schematy i byłam nimi zachwycona, to jeszcze nie do końca rozumiałam każdy etap powstawania, a może po prostu teraz mam rok więcej doświadczenia?

AgnieszkaIgła Za Nitką nie dostała by zaskakującej niespodzianki w postaci breloczka ze swoim logo, które może nosić teraz zawsze przy sobie (i to nie tylko w telefonie ale przy portfelu czy kluczach albo na zamku ;))

Włóczka: Bawełniana mulina
Szydełko: Clover Soft Touch 2.0
Wzór: koniczynka
Szerokość 6 cm
A Mama moich znajomych nie dostałaby sznurkowej biżuterii w ulubionych kolorach, w której wyglądała obłędnie - dostałam zdjęcie :D

Sznurek bawełniany 5mm
Szydełko: Clover Amour 10.0


I wiecie co?

Minione Święta okazały się takim przełomowym momentem w moim życiu, kiedy poczułam, że najważniejsze jest zdrowie i spędzenie czasu z najbliższymi. Ale czerpię też radość z dawania, bo spełnione marzenia dają mnóstwo uśmiechów, a nawet najdrobniejszy upominek może sprawić, że każda, cudowna chwila będzie jeszcze piękniejsza... 

Follow Us @szydelkowecudasie_diy

@szydelkowecudasie_diy