niedziela, 18 czerwca 2017

Bajeczna Merino

czerwca 18, 2017 16 Komentarzy

Opowiem Wam dzisiaj o pewnej włóczce, która zachwyciła mnie od pierwszego wejrzenia. Kiedy już do mnie dotarła, mój zachwyt nią wzrósł jeszcze bardziej...

Bajeczna Merino - fakty:

1) jest to włóczka w 100% z wełny merynosa;
2) włókno nie jest skręcone, nawinięta w 3 nitki;
3) długość jednego motka to około 750 m, co (wg producenta) wystarcza na wydzierganie jednej chusty;
4) waga jednego motka, to około 160 g;
5) zalecany rozmiar szydełka/drutów to od 3 mm;
6) zalecane pranie w 30 stopniach;
7) cena: 82 złote w sklepie internetowym Kamart (dane na dzień 18.06.2017)

Moja opinia

Kiedy zobaczyłam kolory tej włóczki, od razu wiedziałam, że jest to moje "must have". Ci, którzy zdążyli już troszkę mnie poznać, wiedzą, że najbardziej cenię sobie włóczki naturalne i zwykle takich szukam. Nagle moim oczom ukazała się Bajeczna Merino! Niewinny uśmieszek do nie Męża i mój urodzinowy prezent (to nic, że o 2 miesiące za wcześnie) wylądował w zamówieniu. Kiedy przesyłka dotarła, doznałam zawodu... Taki mały motek ma mi wystarczyć na chustę? Naprawdę tu jest prawie kilometr włóczki? Niemożliwe! Sama musiałam się o tym przekonać... Dokończyłam zaczęte projekty i zabrałam się do dziergania chusty Virus... 

Mój kolor to Bajeczna Merino MELODY. Inne kolory znajdziecie w sklepie internetowym Kamart.
Słyszałam, że pracę można rozpocząć zarówno od zewnątrz, jak i od środka. Ja, ze względu na układ kolorów wybrałam metodę od środka... Faktycznie się udało! Włóczka nie była w żaden sposób poplątana, rozwijała się idealnie, a mały rozmiar motka sprawił, że mogłam zabrać moją robótkę wszędzie :) Jedynie na samym końcu pracy pojawił się drobny problem z rozwijaniem pozostałego już wówczas brzegu. Motek wywinęłam na drugą stronę, nitka wychodziła wówczas od zewnątrz i problem się rozwiązał :) 

Szal dziergałam szydełkiem w rozmiarze 4.00. Chciałam, aby sam wzór był nieco bardziej luźniejszy. Nie miałam najmniejszych problemów z pracą takim rozmiarem szydełka. Owszem, zdarzyło się, że nitka mi się rozwarstwiła, ale w moim przypadku taka sytuacja miała miejsce zaledwie kilka razy, także dla mnie nie było to uciążliwe. 

Włóczka jest bajeczna, jeżeli chodzi o kolorystykę motka. Zaczynałam od białego, kiedy już zaczynał mnie ten kolor i wzór, delikatnie mówiąc, nudzić, to nagle jedna z trzech nitek zmieniła kolor na różowy. Później były dwie różowe i jedna biała, następnie trzy różowe. Ta sama zasada pojawiła się podczas przejścia z różowego na niebieski. Sama zmiana koloru jest widoczna przez to, że cała długość nitki nie jest barwiona, natomiast kolory są wiązane supełkiem - w całej robótce nie są one jednak widoczne (sama nie potrafię ich teraz znaleźć na mojej chuście). 

Po zakończeniu pracy okazało się, że ten mały motek faktycznie wystarczył na moją wymarzoną chustę. Nadszedł czas blokowania... Tutaj zamoczyłam całą pracę w wodzie, położyłam na ręczniku na stole balkonowym (ciepłe powietrze i słoneczny dzień sprawiły, że szybko wyschła) i ponaciągałam. To wystarczyło, aby uzyskać zamierzony efekt. Tu muszę wspomnieć o małym minusiku, który być może wynika z właściwości samej wełny merino - po namoczeniu chusta niezbyt ładnie pachniała, ale jak wyschła, zapach zniknął. Także moim zdaniem jest to raczej naturalny proces niż wada produktu.

Przejdźmy do ceny... Szczerze mówiąc to dla mnie była bardzo wysoka, ale cenię sobie dobre jakościowo produkty, do których wełna merynosów należy. Dlaczego?

Zalety i ciekawostki o wełnie z merynosów:

1) Nie gryzie - jej włókno jest dużo cieńsze od tradycyjnej wełny (porównywalne niekiedy z pajęczą siecią), a przy zetknięciu ze skórą włókna włóczki nie wbijają się w nią drażniąco, tylko się zaginają, dzięki czemu sprawia wrażenie miękkiej i gładkiej;
2) Posiada właściwości termoaktywne - latem chłodzi, zimą grzeje, dlatego wyroby z tego rodzaju włóczki mogą być całoroczne, dodatkową zaletą jest to, że grzeje nawet, kiedy jest mokra;
3) Jest antybakteryjna - dzięki zawartości keratyny, której bakterie po prostu nie lubią, a tym samym nie zbiera nieprzyjemnych zapachów;
4) Nie elektryzuje się i nie gniecie - co dla mnie jest idealną cechą, bo bardzo rzadko używam żelazka;
5) Pochłania wilgoć - mimo, że ubranie może być mokre, to mamy uczucie suchości, ponieważ woda na powierzchni tego typu włókien odparowuje, a nie zbiera się;
6) Ma właściwości samoczyszczące - w kontakcie z tlenem sama się regeneruje, także można prać ją zdecydowanie rzadziej niż pozostałe ubrania - tutaj dodam, że przy większych zabrudzeniach jednak trzeba ją przeprać (chociaż pielęgnacja nie jest łatwa i osobiście zalecałabym jednak pranie ręczne, bo zarówno sama temperatura prania, jak i wirowanie potrafią zniszczyć naszą pracę) natomiast na pewno trudniej się brudzi, bo włókna zawierają dużą ilość naturalnych tłuszczów;
7) Jest elastyczna;
8) Jest produktem trudnopalnym - podczas biesiady przy ognisku nie musimy się obawiać zniszczenia ubrania;
9) Jest produktem naturalnym, a co za tym idzie biodegradowalnym.

Jak to jest z tego typu włóczką u Was? Mieliście okazję z nią pracować? Lubicie? Polecacie? A może dopiero się o niej dowiedzieliście i macie na nią ochotę? Podzielcie się swoimi przemyśleniami w komentarzach :) 

Zapraszam również do poczytania podobnych artykułów: o włóczce wełnianej Bianca Lanalux, bawełnianej DMC Natura oraz o mojej nieustającej faworytce: Alize Bella.

niedziela, 11 czerwca 2017

Szydełkowa chusta Virus

czerwca 11, 2017 42 Komentarzy

W końcu się udało!!!

Jest mój i tylko mój, od początku do końca taki, jaki pragnęłam. Zarówno wzór, jak i kolory, wszystko takie moje! Zaraziłam się Virusem, ale nie przeraża mnie to. Fakt, że robiłam go specjalnie dla siebie wynagradza wszelkie trudy, godziny, dni, jakie nad nim spędziłam :)

Włóczka: Bajeczna 100% Merino 
Szydełko: Clover Amour rozm 4.0
Wzór: Virus szal
Przy moim wzroście 165 cm chusta wygląda na całkiem sporą :)

Chusta Virus...

Myślałam, że jej nazwa wzięła się od tego, że jak zaczniemy ją dziergać, to ciężko przestać, a kiedy skończymy, mamy ochotę zaraz zacząć kolejną. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna... Pierwsze wzmianki na temat nazewnictwa możemy znaleźć w 2013 roku, kiedy została nazwana Dreieckstuch co z niemieckiego oznacza chusta trójkątna. Dopiero w 2015 moja teoria okazała się prawdziwa. Ktoś stwierdził, że szal powstaje na tyle szybko, jak rozprzestrzenia się wirus, inni twierdzą, że sam wzór rozprzestrzenia się w sieci bardzo szybko (jak zaraza) stąd nazwa, którą znamy dzisiaj. Na pewno prościej jest powiedzieć wirus, niż dreieckstuch (próbowałam i uwierzcie mi, że miałam problem z napisaniem, nie wspomnę już o wymówieniu, mimo, że kiedyś uczyłam się języka niemieckiego). Bardzo dużo osób nazywa siebie autorami schematu tej chusty, dlatego bardzo trudno jest znaleźć właściwą osobę. Pierwszą wzmiankę wraz z schematami znalazłam na pewnym rumuńskim forum, gdzie na samym dole użytkownik KMN wrzucił kilka wzorów chusty. Jeżeli znacie wcześniejsze zapiski na ten temat, koniecznie dajcie mi znać w komentarzach :)

Sama chusta jest na tyle lekka, że uniesie ją wiatr...
...dlatego przy silniejszych podmuchach trzeba uważać, żeby jej nie stracić ;)

Mój szal

dziergałam ponad miesiąc... Rzadko zdarza się, że mam zaczętych kilka projektów, ale akurat w tym czasie tak się złożyło. Ponieważ chusta jest dość spora, ma 130 cm w najszerszym miejscu i 75 cm wysokości, więc mimo, że sam wzór jest bardzo prosty, intuicyjny i szybko go zapamiętałam, to jednak wykonanie wymagało sporo czasu. Wiem, że są osoby, które potrafią bardzo szybko stworzyć takiego Virusa, ale niestety ja do nich nie należę ;) Jedno jest pewne - mam ochotę na więcej! Chciałabym jeszcze większy szal... Także naprawdę uzależnia i można nieźle się nim zarazić, także tu mój apel do wszystkich dziergających: kto już raz złapał bakcyla, będzie miał niezły problem żeby przestać! Myślę, że osoby, które raz spróbowały mogą to potwierdzić, prawda? Możecie się zastanawiać, dlaczego akurat taki wzór wybrałam? Nie dlatego, że ostatnimi czasy jest to schemat dość popularny, ale dlatego, że bardzo mi się spodobał, taki ażurowy, ale nie do końca, pięknie układa się w trójkątna chustę, a ponieważ zamierzam nosić go w jesienne wieczory, więc wygląda już bardziej ciepło, ale to jeszcze nie jest bardzo ścisły, typowo zimowy wzór. Stąd też kolory, jakie dobrałam, a w zasadzie jedną włóczkę w takich kolorach... Idealnie pasuje mi do jesiennej kurtki jaką posiadam i jeansów - styl sportowy, któremu chusta doda trochę kobiecości... Zaczęłam od koloru białego, bo stwierdziłam, że nie będzie się tak brudzić, kiedy będzie bliżej szyi, ale po czasie doszłam do wniosku, że chyba nie ma to większego znaczenia - biały to biały ;) Kiedy jednak po ostatnim wykonanym rzędzie zostało mi jeszcze trochę włóczki, to postanowiłam cały szal dodatkowo obrobić, tak zdecydowanie bardziej mi się podoba :) Poza tym lubię ostre barwy tego typu, dobrze się z nich czuję, więc jak zobaczyłam tę włóczkę, to od razu wiedziałam, do czego mi posłuży - zażyczyłam sobie wcześniejszy urodzinowy prezent i zaczęłam pracę, której efekty końcowe możecie obejrzeć :)
Wiązana na szyi też wygląda bardzo efektownie.

Takie zestawienie skusiło mnie do wyboru kolorów, które bardzo lubię :)


Ciekawa jestem Waszych doświadczeń

związanych z dzierganiem tego typu szali. Zamierzacie spróbować, a może już macie taką pracę na swoim koncie? Chętnie obejrzę Wasze prace, także pochwalcie się linkami do swoich prac :) 

Być może zainteresują Was również inne moje wpisy na przykład: 

Pierwszej szydełkowej wygranej, gdzie wydziergałam pierwszą moją chustkę na szyję, 
Liebster Award 2017, gdzie możecie mnie jeszcze bardziej poznać, jest to najbardziej aktualizowany post na blogu 
oraz Passiflora Paz, gdzie opłacił się mój udział w majowym wyzwaniu :)

niedziela, 4 czerwca 2017

Łapacz snów - legendy, symbole i dlaczego mój jest właśnie taki

czerwca 04, 2017 72 Komentarzy
"Śpij i zamknij oczy śnij - śnij..."
(SUMPTUASTIC "Kołysanka")


Jakiś czas temu wykonałam pewną rzecz... 
Coś na kształt indiańskiego amuletu, o którym pierwsze wzmianki pojawiły się około roku 1975. Sam talizman wywodzi się od plemion Indian z Ameryki Północnej. Składa się z kolistej ramy, w której przeplecione są różnego rodzaju sieci. Obowiązkowo przyozdobiony jest różnego rodzaju tasiemkami, piórami i paciorkami. Aby spełniał swe zadanie wieszany był bezpośrednio nad łóżkiem śpiącego, albo nad wejściem do domostwa, w taki sposób, aby pierwsze, poranne promienie słoneczne miały do niego swobodny dostęp, aby zabrać z niego całe zło...
Włóczka: Anilux Virginia (obręcz) i Kordonek DMC (serweta)
Szydełko: Knit Pro 3.00 (obręcz) i Clover Soft Touch 1.5 (serweta)
Wzór: Robótki ręczne nr 7-8 2016

środa, 31 maja 2017

Liebster Award 2017 - nominacje

maja 31, 2017 21 Komentarzy
Dzisiejszy dzień zaczął się dla mnie ogromnymi niespodziankami, do tego stopnia, że myślałam nadal, że śnię ;) 

Pierwszą 
była informacja, że zdjęcie mojej Passiflory znajdzie się na zdjęciu głównym szydełkowej grupy zamkniętej na facebook'u Amigurumi PL. Grupa ta powstała dla osób zajmujących się dzierganiem maskotek, polega na wzajemnej wymianie doświadczeń, wsparciu oraz dzielenia się swoimi pracami.

Drugą 
niespodzianką jest nominacja do wydarzenia 



Osobą, która mnie nominowała jest Margotka, tworząca szydełkowy blog Grandmother Martha's Magic Store. Margotko, bardzo dziękuję za tę nominację!

Czym jest Liebster Blog Award?
"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Po odebraniu wyróżnienia należy odpowiedzieć na 11 pytań od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz od 5 do 11 blogów, które działają od niedawna lub mają mniejszą liczbę obserwujących, tak by też miały szansę zaistnieć w blogowej społeczności oraz zadajesz im swoich 11 pytań. Nie można nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie. Zabawa nie jest przymusem".

Z tego, co doczytałam, to osoby nominowane warto powiadomić o tym fakcie :) Wiem też, że są osoby, które nie ciągną zabawy, dlatego ja osobiście, jeżeli jeszcze kiedyś będę nominowana, to po prostu będę uzupełniała ten wpis :)

Pytania, jakie dostałam wraz z moimi odpowiedziami:

1. Kto Cię zainspirował do utworzenia bloga?
Osobą, dzięki której zdecydowałam się na pisanie bloga, jest Iwona, pisząca blog Ofuniowo, którą zresztą zaraz sama będę nominować do zabawy. 

2. Twoja najważniejsza zaleta?
Moją najważniejszą zaletą jest to, że nigdy się nie poddaję, a im większe trudności stają na mej drodze, tym bardziej staję się zawzięta, żeby pokazać światu i sobie, że ze wszystkim dam sobie radę.

3. Czym interesujesz się poza tematyką bloga?
Poza tematyką bloga zakochana jestem w matematyce i z nią wiążę swoją przyszłość.

4. Czy masz zwierzaka? Jeśli tak to jakiego?
Mam psa, owczarka collie - wspaniała suczka, która jest bardzo spokojnym i uległym psiakiem.

5. Co cenisz u ludzi?
U ludzi najbardziej cenię szczerość i prawdę. Czasem trudno jest się z tym zmierzyć, ale znaczy to dla mnie bardzo wiele.

6. Czego nie tolerujesz?
Nie toleruję palenia w mieszkaniu. Można wyjść na balkon, albo przed blok.

7. Twoja ulubiona piosenka?
To zależy od nastroju, ale piosenka Sean Paul "Get busy" od zawsze sprawia, że zaczynam tańczyć i poprawia mi się nastrój, kiedy tylko ją usłyszę.

8. Gdzie spędzasz najczęściej wakacje?
Najczęściej na urlopy wyjeżdżam do Puszczy Augustowskiej, do lasu, w miejsce, gdzie nie ma zasięgu, wtedy odpoczywam. Poza tym zdarzają mi się krótkie wypady do stolicy, żeby odwiedzić znajomych.

9. Twoje najmilsze wspomnienie z dzieciństwa?
To wyjazdy nad jezioro z dziadkami i wyjazdy z mamą na wieś. Jechałyśmy wtedy pociągami i podczas przesiadki w Bydgoszczy zawsze szłyśmy na hamburgera i frytki do przydworcowej knajpki.

10. Okazuje się, że na koncie masz milion złotych co z nimi robisz?
Pewnie zakupiłabym wszystkie rzeczy, związane z szydełkowanie, których mi brakuje, a za resztę kupiłabym kilka mieszkań na wynajem ;)

11. Twoja ulubiona potrawa?
Jako tako nie mam swoich preferencji, bo nie mam problemów z jedzeniem, ale jeżeli tort można zaliczyć do tej kategorii, to właśnie kawowy tort mojej mamy i jej własnoręcznie smażone pączki...

Kolejną nominacją, 
do wydarzenia, którą dostałam, to nominacja od Dagmary prowadzącej bloga Skład rękodzieła - pracownia Dagmary. Dziękuję za nominację! 

No i nadszedł czas na moje odpowiedzi, na pytania, jakie dostałam:

1. Od kiedy prowadzisz bloga i co Cię skłoniło do jego założenia?
Bloga prowadzę od roku. Dokładnie w Dzień Mamy powstał mój pierwszy wpis. DO założenia bloga skłoniła mnie znajoma, którą poznałam na pewnej grupie popularnego portalu. Wydaje mi się, że to właśnie ona zaczęła pytać innych, jak się za to wszystko zabrać. Przyłączyłam się do dyskusji i razem z moją imienniczką w tym samym dniu zaczęłyśmy przygodę z blogowaniem.

2. Jaki przedmiot byłoby Ci najtrudniej oddać/wyrzucić?
Postaram się wybrnąć dyplomatycznie z tego pytania i odpowiem, że takim przedmiotem byłoby moje "szydełkowe pudełko"(z zawartością oczywiście). Jest to moje najbardziej podręczne pudełeczko, w którym mam moje szydełka, kilka drobiazgów związanych z rękodziełem, typu guziczki, oczka do maskotek, a także zeszyt ze schematami, które czasem stworzę i zapiszę :)

3. Który dzień ze swojego życia chciałabyś powtórzyć?
Jest bardzo dużo takich dni :) Gdybym tylko miała tę wiedzę, co teraz, to nawet matura nie byłaby straszna :) Ale jak mam wybrać taki wyjątkowy, jeden dzień, o którym wypada pisać na forum, to chyba obrona pracy magisterskiej - do tej pory jestem z siebie dumna, mimo, że nie była to piąteczka. Nerwy mnie tak wtedy zjadły, że za dużo nie wydukałam (więcej miałam napisane w brudnopisie) i gdybym wiedziała, że się obronię, to ze spokojem chciałabym odpowiedzieć na pytania bezbłędnie :)

4. Na co wydałabyś ostatnie pieniądze?
Gdybym była sama, to pewnie na włóczki, żeby zrobić sobie coś do ubrania - miałabym wtedy dobrą motywację do nauki ;) ale mając już rodzinę, to pewnie na jedzenie dla moich chłopaków.

5. Jaką zabawę z dzieciństwa najmilej wspominasz i dlaczego?
Najbardziej lubiłam podchody! Nie dość, że biegaliśmy po dworze, to jeszcze trzeba było być kreatywnym, spostrzegawczym i szybkim :)

6. Na czym każdego dnia spędzasz najwięcej czasu?
Na wychowywaniu dzieci. Jak jesteśmy w domku, to one pochłaniają mój cały czas :)

7. Jaka była największa przygoda Twojego życia?
W zeszłym roku miałam okrągłą rocznicę urodzin i dostałam od mojej siostry i mamy lot paralotnią - niesamowite uczucie i niezwykłe przeżycie! 

8. Jaki Twoim zdaniem jest niezawodny sposób na relaks?
Mnie odpręża szydełkowanie, kiedy chwytam szydełko i włóczkę, to jakbym zamykała się z swoim świecie. Codziennie staram się coś wydziergać, żeby też odciąć się od codzienności chociaż na chwilę.

9. Czego boisz się najbardziej?
Małych, zamkniętych pomieszczeń, gdzie od razu mam wrażenie, że się duszę i pająków, na widok których jestem w stanie się popłakać w kilka sekund.

10. Góry czy morze?
Mieszkam nad morzem i nigdy go nie oddam ;) Dlatego na podróże wolę góry, które kocham :)

11. Jakie składniki wybierzesz do swojej ulubionej pizzy?
Sos pomidorowy na ciasto, później dużo sera, kurczak, oliwki, feta i do jedzenia sos czosnkowy :) 

Trzecią nominacją, jaką otrzymałam, 
to nominacja od Kasi piszącej bloga Lady with crochet, Kasiu, dziękuję za nominację i już odpowiadam na Twoje pytania:

1. Od kiedy prowadzisz bloga i co było powodem jego założenia?
Bloga prowadzę od roku, dokładnie 26.05.2016 pojawił się mój pierwszy wpis. Powodem założenia bloga była chęć podzielenia się z Wami moimi pracami, a także spróbowanie swoich sił w czymś nowym i zupełnie mi nieznanym, czyli blogowaniu.

2. Dlaczego akurat szydełkowanie lub inny rodzaj rękodzieła, którym się zajmujesz?
Początkowo moją przygodę z rękodziełem zaczęłam od decoupage, ale kiedy na świecie pojawiło się moje pierwsze Dziecko zrozumiałam, że do tej techniki potrzebny jest duży warsztat, bo rokładanie wszystkich rzeczy, a także obróbka w kawalerce niestety się nie sprawdziła. Znajoma z forum, do kórego należałam podczas ciąży pisała o swoich początkach z szydełkowaniem i pomyślałam, czemu ja nie miałabym spróbować. Napisałam do niej, poprosiłam o wskazówki i zakupiłam swoje pierwsze szydełka - i tak narodziła się moja pasja, która trwa do dziś :)

3. Czy ktoś w Twojej rodzinie zajmował się rękodziełem?
Tak, moja Babcia, szydełkowała, szyła, haftowała... Niestety nie miałam okazji jej poznać, ale myślę, że talent odziedziczyłam po niej. Szkoda, że nie mogła mnie sama tego wszystkiego nauczyć...

4. Kawa czy herbata?
Kawy nie piję w ogóle, także herbata zdecydowanie, najlepiej owocowa :)

5. Jaki jest według Ciebie najlepszy sposób na relaks? 
Oczywiście szydełkowanie :) Łapiąc szydełko odcinam się od codzienności :) A poza tym lubię czytać i rozwiązywać obrazki logiczne :)

6. Jaka jest Twoja ulubiona pora roku i dlaczego?
Moją ulubioną porą roku jest wiosna. Po zimie robi się kolorowo, pachnąco i ciepło, no i na wiosnę mam urodziny :)

7. Skąd czerpiesz inspiracje do swoich prac?
W zasadzie zewsząd, z internetu, otaczającego świata, dzieci. Zdarza mi się także wymyślić coś samej, od początku do końca.

8. Jakie jest Twoje niezapomniane wspomnienie z życia?
Dużo tego jest, ale na tę chwilę na pewno lot paralotnią i skok z molo do morza podczas egzaminu na młodszego ratownika WOPR.

9. Jaka jest Twoja najlepsza hand-made'owa praca z któej jesteś najbardziej dumna?
Może wyda Ci się to wymijającą odpowiedzią, ale dumna jestem z każdej swojej pracy. Każda praca, którą pokazuję, jest zrobiona tak, że jestem z niej dumna i tak naprawdę nie potrafię określić konkretnie która praca jest ta naj. Natomiast dumna jestem z tego, że zarówno komplet z pierwszej szydełkowej wygranej jak i Passiflora zostały wyróżnione w konkursach i wyzwaniach, także z wyróżnień jestem ogromnie zadowolona.

10. Jaki jest Twój ulubiony zapach i dlaczego?
Waniliowy zdecydowanie - jest taki słodki i odstrasza owady ;)

11. Jaki jest Twój ulubiony kwiat?
Storczyk i Rozchodnik Morgana. Wprawdzie nie potrafię się chyba nimi należycie zająć, ale je uwielbiam :)

Moje pytania do nominowanych:

1. Skąd pomysł na nazwę bloga?
2. Co przedstawia breloczek, który masz przypięty do kluczy (jeżeli takowy posiadasz)?
3. Jaką książkę polecisz na wieczór?
4. Co by się zmieniło w Twoim życiu, gdyby można było cofnąć czas?
5. W chwilach wolnego czasu, jaką formę rozrywki najbardziej lubisz?
6. Jaka jest Twoja ulubiona bajka z dzieciństwa?
7. Jaka jest najbardziej szalona rzecz, jaka wydarzyła się w Twoim życiu?
8. Jaki jest Twój ulubiony serial?
9. Dokąd wolisz jechać na wakacje: w góry, czy nad morze?
10. Co, do tej pory, okazało się Twoim największym, życiowym osiągnięciem?
11. Jak by brzmiała jedna blogowa rada od Ciebie, dla osób zaczynających przygodę z blogowaniem?

A teraz najlepsze :) 
Uwaga, uwaga! Moje nominacje :D (kolejność przypadkowa).

1. Iwona z Ofuniowo;
2. Agnieszka z Neiti Novelties;
3. Magda z Czar Miniatur;
4. Danuta z W Harmonii;
5. Sara z Handmade by Sarenka;
6. Magdę z Gleam Oblivion;
7. Kasię z Kasiulkowe prace szydełkowe;
8. Patryka z Przygotuj się na start;
9. Anię z Mysiaac;
10. Anię z Wyszydełkowana;
11. Magdę z WINA.

Po prostu chcę się o Was dowiedzieć czegoś więcej, także wybaczcie moją ciekawość :D



niedziela, 28 maja 2017

Szydełkowy puf i opis wykonania

maja 28, 2017 57 Komentarzy
"... Wejście jest przez mniejszą bramę, prowadzącą wprost na ulicę. Wprowadzono mnie do dużego pokoju, w którym nie było nic poza dywanem i długimi płaskimi pufami pod trzema ścianami pomieszczenia. Tradycyjnie w emirackich madżlisach nie ma stołów. Goście siedzą pod ścianą, a jedzenie i kawę stawia się na macie na podłodze..."

(ALEKSANDRA CHROBAK 
"Beduinki na Instagramie. Moje życie w emiratach")

Mam koleżankę, z którą znamy się od podstawówki. 
Mimo, że los rozrzucił nas po Polsce, to nadal utrzymujemy ze sobą kontakt i zawsze możemy na siebie liczyć. Każda z nas ułożyła sobie życie, ja w Trójmieście, ona w Warszawie. Kiedy z mężem kupili mieszkanie, przyszedł czas na parapetówkę - i tu jak zawsze pojawił się chyba odwieczny problem, co można ofiarować z tej okazji oprócz kwiatka? Jej życzenie bardzo mnie zaskoczyło...

Materiał: Sznurek bawełniany z rdzeniem i bez rdzenia 5mm
Szydełko: Amour rozm. 10.0

Tak prezentuje się puf już u nowych (i zadowolonych) Właścicieli w stolicy :)
Poprosiła mnie, 
o wydzierganie pufa ze sznurka bawełnianego. Pewnie, że tak! Ulżyło mi :) Któregoś dnia się spotkałyśmy i wybrałyśmy kolory sznurka. Ja musiałam skończyć zaczęte projekty, sznurek musiał dotrzeć - i zabrałam się za dzierganie...

Tu zbliżenie na miętowy pasek wokół pufa, wykonany techniką camel stich. Moim zdaniem ładnie się wyróżnia na tle całości.
Każda praca ze sznurkiem mnie męczy - i to bardzo!  
Dostałam kiedyś poradę, jak trzymać szydełko, aby nie obciążać tak bardzo nadgarstka, było ciut lepiej, ale nadal ręka szybko zaczynała boleć, więc dzierganie pufa trochę czasu mi zajęło. Całość wykonałam według swojego pomysłu... Mimo, że nie jest on zbyt duży - średnica około 40 cm, a wysokość około 30 cm, to i tak trochę czasu zajęło mi jego wykonanie. Sam puf składa się z dwóch części - wierzchu wraz z bokami i osobnego spodu, po to, aby w razie zabrudzenia, wyjąć dno i wypełnienie i mieć możliwość swobodnego prania. Myślę, że taki patent jest najprostszym rozwiązaniem, aczkolwiek jest to mój pierwszy twór tego typu, więc nie próbowałam innych metod. Wydaje mi się jednak, że jest to zdecydowanie lepsze i bardziej funkcjonalne rozwiązanie, niż na przykład puf zamknięty całkowicie.

Na tym zdjęciu widać wyjęty spód pufy, który po włożeniu wypełnienia wkładamy do środka. Można w każdej chwili go wyjąć, a jak jest umocowany, to nie wypada, także dla mnie idealne rozwiązanie.
To rozwiązanie ma jeszcze jedną zaletę... 
Pufa możemy wypchać w zasadzie wszystkim. Ja, do swoich zdjęć użyłam poduszek z kanapy. Nie wiem, czym wypchała go Koleżanka, natomiast ja, ze względu na mały metraż w domu, mając taki "podnóżek" na pewno użyłabym go do przechowania na przykład koców, zimowych kurtek, śpiworów... Pewnie jeszcze wiele rzeczy w domu bym znalazła, które mogłabym do niego schować. 

I znów gotowy puf, tym razem bliżej...
Nie wiem, czy to widać, ale ten puf jest robiony z trzech różnych odcieni, 
jednego miętowego i dwóch granatowych. Ponieważ rzadko pracuję ze sznurkiem, to nie do końca wiedziałam, ile metrów sznurka będę potrzebowała. Tym razem jednak zamówiłam za mało (i tu niespodzianka, bo przeważnie jest na odwrót ;)). Na szczęście mam w domu jeszcze kilka motków innych sznurków i między innymi znalazł się granat, którego mi zabrakło. Wykonałam nim dno. Koleżance to nie przeszkadzało, a z drugiej strony, tego, co na dole i tak nie widać... Teraz już wiem, że na samego pufa zeszły niecałe 4 motki granatowego sznurka 100 m (jeden na dno i trzy na górę i boki, oraz fragment dołu) i jeden motek 50 m sznurka miętowego na środkową obwódkę, którą wykonałam nieco innym ściegiem niż pozostałą część.

A na tym zdjęciu można zauważyć trzy odcienie niebieskiego, miętowy, granatowy puf i nieco jaśniejszy granatowy spód.
Jak wykonać szydełkowy puf?
Co trzeba umieć: magiczny okrąg, słupek (sł), ścieg wielbłądzi (camel stich), 2 słupki przerobione razem, zakańczanie rzędu i robótki.
Każdą sekwencję z okrążeń powtarzałam do końca rzędu, a każdy rząd zakańczałam oczkiem ścisłym.
1 okr. (10 sł w magicznym okręgu) (10 sł)
2 okr. (1 sł, 2 sł w następnym oczku) (20 sł)
3 okr. (2 sł, 2 sł w następnym oczku) (30 sł)
4 okr. (3 sł, 2 sł w następnym oczku) (40 sł)
5 okr. (4 sł, 2 sł w następnym oczku) (50 sł)
6 okr. (5 sł, 2 sł w następnym oczku) (60 sł)
7 okr. (6 sł, 2 sł w następnym oczku) (70 sł)
8 okr. (7 sł, 2 sł w następnym oczku) (80 sł)
9 okr. (8 sł, 2 sł w następnym oczku) (90 sł)
Następnie zaczęłam zamykać pufa, aby teraz zyskał na wysokości:
10 okr. (aby uzyskać "obramowanie" w tym rzędzie wbijałam szydełko tylko w tylną pętelkę oczka) po jednym słupku w każde oczko (90 sł)
11 - 13 okr. po jednym słupku w każde oczko (90 sł)
Następnie zmieniłam kolor i kolejne okrążenia wykonałam ściegiem wielbłądzim (camel stich)
14 - 18 okr. po jednym oczku ściegu wielbłądziego w oczko (90 camel stich)
Znów zmieniłam kolor na granatowy, wróciłam do słupków i wykonałam:
19 - 22 okr. po 1 sł w każde oczko (90 sł)
Kolejne okrążenia, to zamykanie naszego pufa:
23 okr.(aby uzyskać widoczny brzeg na dnie, to okrążenie wykonałam wbijając szydełko w tylną pętelkę oczka) 8 sł, 2 sł przerobione razem (80 sł)
24 okr. (7 sł, 2 sł przerobione razem) (70 sł)
25 okr. (6 sł, 2 sł przerobione razem) (60 sł)
26 okr. (5 sł, 2 sł przerobione razem) (50 sł)
I tu zakańczamy naszego pufa.
Aby wykonać dno, które (po wypełnieniu pufa) włożyłam do środka, robimy okrąg tak samo, jak w okrążeniach 1 - 7, a następnie w kolejnych dwóch rzędach wbijałam po jednym słupku w każde oczko. Zatem dno składa się z 9 - ciu okrążeń.
Mój puf jest gotowy!

Jest to mój pierwszy schemat, 
który odważyłam się napisać, więc jeżeli pojawią się jakieś niejasności, to proszę o wyrozumiałość i uwagi - wszystko na pewno poprawię :) Pufa wykonałam słupkami - bałam się prześwitów, ale na szczęście po wypełnieniu robótki nie widać, co znajduje się w środku :)

Ufff, skończyłam mój pierwszy w życiu puf! :) I jak mi poszło? Jak Wam się podoba?  

piątek, 26 maja 2017

Pierwszy rok bloga

maja 26, 2017 29 Komentarzy
Dzisiejszy dzień jest dla mnie wyjątkowy z wielu powodów...

Pierwszym, jest Dzień Mamy, 
dlatego teraz pragnę wszystkim Mamom życzyć nieskończonych pokładów cierpliwości, nieustającej siły, super organizacji, samych dobrych dni, a niech wszystkie gorsze chwile zostaną Wam wynagrodzone przez najdrobniejsze uśmiechy, przytulenia, czy najpiękniejsze słowa, jakie można usłyszeć z ust naszych Pociech "Mamusiu, kocham Cię". Drogie Mamy, sto lat i wszystkiego najlepszego Wam życzę!

Drugim powodem jest to, 
że dokładnie rok temu, 26.05.2016 ukazał się pierwszy wpis na moim blogu. Jaki on był? Nie chcę chyba do tego wracać ;) Każde początki są trudne... Dlaczego nie poprawię tych początkowych postów albo ich nie usunę? Żeby być przykładem dla osób, które zaczynają przygodę z blogowaniem. Każdy początek jest trudny, wszystkiego trzeba się nauczyć, a tu potrzebny jest czas. Ja po roku blogowania widzę, jaki zrobiłam postęp, ale też sama wiem, ile mnie to wszystko kosztowało... Ale wróćmy do początku...

Jak to się zaczęło? 
Na jednej z grup na popularnym portalu społecznościowym padło pytanie: "jak zabrać się za założenie bloga?". Podpięłam się pod pytanie. Mnóstwo odpowiedzi, podpowiedzi, rad i postanowiłam, że moją datą będzie właśnie Dzień Matki... Ciekawostką, a zarazem ogromnym wsparciem dla mnie, okazał się fakt, że moja imienniczka, Iwona, właścicielka bloga Ofuniowo Handmade założyła swojego bloga dokładnie w tym samym dniu co ja. Iwona bardzo mi pomogła na początku, szczególnie przy obsłudze bloga i dodawaniu gadżetów (nie wiem, czy to przypadkiem nie Iwona właśnie zaczęła drążyć temat blogowania ;)). Dzięki niej w zasadzie ruszyłam do przodu. Jest ona także moim wirtualnym "Opiekunem" - nie raz już ostrzegła mnie przed różnymi konsekwencjami, jakie niekiedy niosły moje wpisy, czy internetowe działania. Dziękuję Iwonko! 

Podczas tego roku mój blog drastycznie zmieniał się aż cztery razy. 
Pierwszy szablon, jaki sobie wybrałam, wydawał mi się idealny. Niestety mój wybór okazał się totalnym niewypałem. Na szczęście już wtedy znalazł się ktoś, kto delikatnie podsunął mi pomysł na zmianę skórki bloga. Po tych działaniach okazało się, ze poprzedni szablon był szablonem bardzo smutnym, nowy (który podczas tego roku był najdłużej) bardzo mi się podobał. Dzisiejsza data jednak nadchodziła nieubłaganie, podczas tego roku widziałam naprawdę dużo blogów i coraz bardziej ten mój szablon wydawał się taki dziecinny i mało profesjonalny - do tego chyba trzeba dojrzeć... Nadeszła kolejna zmiana (na kilka dni). Co się okazało, że Iwona z Ofuniowo Handmade chwilę przede mną użyła dokładnie tego samego szablonu, co ja - śmiałyśmy się, że imię przecież do czegoś zobowiązuje :) Coś jednak mnie gryzło - nie mam pojęcia co... Z pomocą przyszedł mi człowiek, z którym nawiązaliśmy wirtualny kontakt - Patryk, wszechstronnie uzdolniony Blogger, ja znam jego dwa blogi Przygotuj się na start i Blogi+ wsparcie. To głównie dzięki niemu mój blog dostał nowy, świeży, a przede wszystkim profesjonalny wygląd. Rady i wskazówki jakie dostałam przekonały mnie, że jednak nie wiedziałam o wielu rzeczach... Patryku! Dziękuję za pomoc, poświęcony czas i rady, jakich mi udzieliłeś!

W tym czasie udało mi się także nawiązać współpracę 
z Agnieszką z Rodzicielnik, która na swojej stronie umieściła wpis o mnie i mojej pasji, Brand Sabbath - społeczność, z którą jestem od samego początku, któa dała mi nie dość, że nowych Odbiorców, to jeszcze możliwości zarabiania na blogu oraz z Bas den Braver, typowo szydełkowa współpraca opierająca się na testowaniu schematów przepięknych, kwiecistych lalek. Dodatkowo jeszcze tuż przed upływem roku odezwała się do mnie pani Karolina ze sklepu internetowego Liloppi, ale o szczegółach tej współpracy dowiecie się nieco później :)

Jednak największym moim osiągnięciem jesteście Wy. 
Widzę, że wielu z Was już czyta mojego bloga regularnie, są osoby, które tu wracają, są też osoby pierwszy raz zaglądające do mnie - bez Was nie byłabym w tym czasie, miejscu i na tym etapie, dlatego dziękuję Wam, że jesteście ze mną, liczę, że ze mną zostaniecie a grono moich Odbiorców nieustannie będzie wzrastało, bo bloga piszę przede wszystkim dla Was!

Z dniem dzisiejszym 
także zakończyłam wszystkie robótki, które rozpoczęłam w minionym roku. A jak się teraz czuję? 
Źródło zdjęcia

Wprawdzie nie koc, a chusta, (o której też będzie niebawem), ale mnóstwo pomysłów na kolejne projekty sprawia, że nie wiem, na co się zdecydować ;) tym bardziej, ze już niedługo zaczynam pracę nad dużym (jak dla mnie projektem) i teraz muszę czymś zapełnić lukę "w oczekiwaniu na włóczkę" :)

Zatem zaczynamy drugi rok, 
rok, który mam nadzieję, że przyniesie jeszcze więcej prac, nowości i zaskoczenia zarówno dla Was, jak i dla mnie samej! 

niedziela, 21 maja 2017

Szydełkowy hipopotam

maja 21, 2017 38 Komentarzy
"Zachwycony jej powabem hipopotam błagał żabę:
-zostań żoną moją, co tam, wprawdzie jestem hipopotam,
kilogramów ważę tysiąć, ale za to mógłbym przysiąc,
że wzór męża znajdziesz we mnie(...)
(...)Zawsze chętnie zadowolę, każdy rozkaz spełnię ściśle, co Ty na to?...
-(...)a więc owszem, mam życzenie...
-jakie powiedz, powiedz szybko(...)
-(...)dobrze, proszę nawlecz igłę!"
(JAN BRZECHWA "Hipopotam")

Dzisiaj pokażę Wam jakże niepozorne i zarazem nieprzewidywalne stworzenie. 
Jest to zwierzę afrykańskie, uzależnione od wody, niezwykłe mądre i potrafiące doskonale łączyć fakty. Dzięki temu, na terenach, na których często na nie polowano, ssaki te wynurzały się z wody w kępkach roślin. Po krótkim zaczerpnięciu powietrza niezwłocznie dawały nura. Są to zwierzęta bardzo niebezpieczne, szczególnie w momencie zagrożenia. Co ciekawe są też bardzo nieprzewidywalne - nigdy nie wiemy, jak się w danej chwili zachowają. O czym mowa?

Oczywiście! To hipopotam! 
Włóczka: Lang Golf Color i DMC Natura
Szydełko: Clover Soft Touch 2.00
Wzór: Anna specjalna Amigurumi nr 1/17
Z bajek znany jako milutkie i grubiutkie zwierzę w rzeczywistości jest bardzo groźnym przeciwnikiem nie tylko dla człowieka... Mój hipopotam jednak jest taki, jak ten z bajek, milutki, kochany i zupełnie nie groźny. Nie raz już sprawił, że na buziach wielu Maluchów wywołał uśmiech, a niejednego dorosłego wprawił w osłupienie.

Nasz 11 cm hipcio
powstał na życzenie mojej najmłodszej Pociechy. Są dla siebie kumplami. Wspólne szaleństwa i zabawy sprawiają, że stają się nierozłączni, a puszysty ogonek nie raz wywołał wiele śmiechu i radości. Zdradzę Wam coś... Zgadnijcie, co Ktosiek mówi, gdy widzi hipopotama? -"mama"! - hmmm może to przez tą nieprzewidywalność? Bo do wagi 1,5 tony trochę mi brakuje, no i nie mam takich wielkich kłów :P tak więc nie wiem, skąd takie skojarzenia u Malucha? Moje wytłumaczenie, że sam wyraz "hipopotama" kojarzy mu się z "mama", ale aż tak biegła w tworzeniu wyrazów i skojarzeń u dzieci nie jestem, także to tylko i wyłącznie moje domysły :)
Hipcio pokazuje nam tutaj swój prawy profil, widać jakie ma wielkie nozdrza.
Jesteśmy, z Bąblami, na etapie
poznawania świata. Świat zwierząt jest bardzo fascynujący, każde stworzenie jest interesujące, zasługuje na długą obserwację i uwagę. Dzięki temu i ja przypominam sobie wiele nowych faktów, a także uczę się nowych ciekawostek. Jest jeden film o hipopotamie, który na samym początku zrobił wrażenie na nas wszystkich. Do tej pory się nie znudził i co kilka dni musi być obejrzany od początku do końca :) 
Z lewego profilu ładnie widać jego ogromny pysk, który jest jego największym atutem.
Osobiście pamiętam hipopotamy z ZOO. 
Jak byłam mała, to akurat one miały swój domek i stawek w dolinie, także zwiedzający mieli kiepski widok na hipcie, a ja sama miałam wrażenie, że są bardzo daleko. Teraz jednak zaszła mała zmiana. W ZOO hipcie mają kilka miejsc i jeden z nich jest blisko ścieżki zwiedzania. Dopiero niedawno miałam okazję zobaczyć te zwierzę z bliska. Na ogrodzeniu wisi ostrzeżenie "Uwaga! Zwierzęta bardzo niebezpieczne" i mimo, że na takie nie wyglądają, sprawiają wrażenie leniwych i ociężałych, to w rzeczywistości zwierzęta te są bardzo silne, a sam lew, uważany za króla zwierząt, omija dorosłe hipcie szerokim łukiem. 
Z tyłu widać małe, słodkie uszka i cudowny ogonek zakończony "miotełką", która wymiata nawet największe smutki.
Jak to jest z Wami?
Lubicie te zwierzęta? Boicie się? A może Was fascynują? Mieliście okazje je zobaczyć, czy wszystko jeszcze przed Wami? 

Follow Us @szydelkowecudasie_iwonitki

@szydelkowecudasie_iwonitki

Kursor stworzono na profilki.pl